Czytelnicze wstrząsy

Prawidłowość postępująca dzisiejszości prowadzi literę ku jej wirtualnemu obrazowi – zdygytalyzowanemu (jak by to pan starszy intelygentny jakowyś rzekł). I dostępność jej wtedy się zwiększa, i szerokość zasięgu, i możliwość nieograniczonego odbioru, której barierą jest wyłącznie język. To jest zdecydowanie pozytywny aspekt. Z drugiej strony mamy paradoks masowości – dostępność oznacza również zalew literą i przesyt informacją.

Ale ale – czy dostępność sprawia, że czytamy częściej? Albo inaczej – czy rzeczywiście schodzimy w głąb swojego ja i szukamy dalej doświadczenia literackiego nawet w brutalnie atakującej nas w masie krytycznej? Hm… A czy właściwie to w ogóle jest możliwe? Nasze powszednie czytanie wydaje się być na wpół inne od niegdysiejszego. Odchodzi ono od doświadczenia głębi przenikania, a zatrzymuje się na krótkiej formie quasi-spotkania wewnętrznego…

Popularnym staje się dość używanie w internecie jakiegoś wycinku szerszej partii materiału – odpowiednio dobranego cytatu na ciekawym obrazku. Ten obrazek to taka wypowiedź ja (czyli podmiotu-literata i grafika-twórcy) do ty (osoby posiadającej doświadczenie, reagującej emocjonalnie i uczuciowo). Ty potrafi zawsze osobiście odebrać dany obrazek – percepcja wzrokowa uruchamia doświadczenia przeszłe, porusza odruchy emocjonalne i implikuje w reakcję uświadomienia sobie czegoś ważnego dla wewnętrznego mnie.

A tymczasem duch tymczasowości unosi się nad bezmiarem wód… Jest taki świetny urywek z listu świętego Jakuba w pierwszym rozdziale, który mówi o człowieku oglądającym się w lustrze. Tenże: przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był. Płytkość tymczasowości wyrywków cytatowych ma taką przypadłość. I już.

Niech każda synapsa na połączeniach nerwowych czuje głębokość naszego życia! Zaszyjmy się jak mól w szafie w pokoju naszego wnętrza i porzućmy nasze bezpieczne nieróbstwo lustrzane! Pożytek chwili warto mierzyć w ilości doświadczenia. Robociarstwo dygytalne uczy nas bezmyślności i odruchów niekontrolowanych. A tu potrzeba woli, myśli, serca… Tu potrzeba pragnienia!

A książka… hm… – czy jakakolwiek? Oczywiście wziąć do rąk można instrukcję obsługi odkurzacza samochodowego – jeśli tylko jej egzystencjalny wymiar pogrąży nas w lepszym zrozumieniu siebie i świata, tudzież przyniesie ukulturalnienie pozytywne. A i najlepiej ku temu stworzyć jeszcze sposobny nastrój – uruchomić silnik samochodu (najlepiej diesla), włączyć nastrojowe, rzucające delikatne światło, lampy postojowe (z prawie wypalonych żarówek), rozłożyć kilka świec zapłonowych zamiast płatków róż oraz jako ukoronowanie – otworzyć maskę, by poczuć woń aromatycznego zapachu oleju silnikowego…

Żarty żartami, a poważnie rzecz ujmując – nie da się twardo ugryźć jam swoich wnętrznych sobości, jeśli nie włączy się świadomości. Czytelnictwo ogromnie w tym pomaga – ono jest spotkaniem nie tylko ze słowem pisanym, ale także z własnym wnętrzem, na które to słowo oddziałuje w sposób, w jaki my mu pozwalamy.

Poświęcenie czasu na czytanie to nomen omen – zostawienie czegoś, ofiara jakiejś części siebie, samozaparcie i gotowość do zostawienia czegoś właśnie tylko i wyłącznie dla tej czynności. Dlatego czytanie może być groźne – może wyzwolić w nas coś, co pozostawało dotychczas w sferze nieznaności głęboko ukrytej. Czyli wygląda na to, że dzięki czytanu można zostać bohaterem we własnym domu

Co ja czytam, żeby ugryźć moją sobość? Literaturę piękną. Poezję. Beletrystykę. Filozofię. Szereg wielu pozycji, które pokazują mi świat mój (z francuszczyzny moi). Świat przedstawiony jest źródłem, którego woda zaspokaja moje pragnienie. Ona rozlewa się we mnie i pozwala mi z siebie wydobywać to, co dobre. Wtedy to dobro może się rozlewać także na innych…

Emmanuel Lévinas, filozof XX wieku pochodzenia żydowskiego, który większość swojego życia spędził we Francji, zajmował się filozofią współczesną, określaną jako filozofia spotkania (tudzież dialogu), która także mnie intryguje. Może niech jego słowa, wypowiedziane w jednym z wywiadów, zrobią małe résumé całości.

Lektura książek, niekoniecznie filozoficznych, może sprawić, że wstępne wstrząsy [czytelnicze], stają się pytaniami oraz problemami – dają do myślenia (…) W rzeczywistości bowiem czytać to utrzymywać się ponad realizmem lub polityką, ponad troską o nas samych, nie wznosząc się jednak do poziomu dobrych intencji naszych pięknych dusz ani do normatywnej idealności tego, co „powinno być”.