Jednorodność wymuszona

Rembrandt, Autoportret, 1630

Używamy etykiet dla nazwania tego, co wydaje się nie-mejnstrimowe. Wszystko, co inne i dziwne, dostaje swoją nazwę – nie można nazywać owych dziwnych rzeczy tak samo, jak tych nam dotychczas znanych – bo tymiżże nie są. Inność więc stanowi o wyjątkowości – bo tylko to, co jest odrębne od czegoś drugiego, dostaje swoją osobną nazwę.

Jaskrawozielone spodnie, japonki, czerwona rozpięta bluza i sterczące w każdą stronę, posiwiałe, kędzierzawe włosy, na na wpół wyłysiałej głowie. To wydaje się być opis dziwaka, którego któregoś razu mogłem spotkać na krakowskich plantach – sunącego przed siebie mimo wszystko, z hip-ciekawą książką w rękach. Ale nie… To opis znajomego mi człowieka, rozsądnego w swoim dziwactwie. To człowiek, którego prehipsterska wyjątkowość burzy pseudo-uporządkowany, opatrzony normami, porządek.

Bycie tak troszkę z boczku popularnego sposobu życia, uprawianego przez większość, nadaje bez wątpliwości etykietkę dziwak. Dziwactwo jednak może być kontrolowane – wtedy staje się dziwactwem z wyboru.

Przełamując schemat – dziwak to według definicji słownikowej osoba, która nie zachowuje się zgodnie z przyjętymi normami. Co więc się dzieje, kiedy stoję poza normami? BUM! Etykietka z jasnym sygnałem dostosuj się! Wskoczmy jednak ponownie na poziom dziwactwa z wyboru i dodajmy do tego pojęcie okiełznaj swoje dziwactwo! Brzmi lepiej?

Dostosowanie się wcale nie musi oznaczać porzucenia czegoś, co wykracza poza normy. Zrozumienie samego siebie i poznanie właściwe tego, czym jest moja cecha nadająca mi etykietkę, pozwala na dobre wykorzystanie tego, co wydaje się odstawać od normy. Tłumienie rozbija jakąś część mnie i jest tylko ucieczką. Wyjątkowość dostaje swoją, osobną nazwę. Dziwność może zamienić się w wyjątkowość…

Wymuszamy często globalność jednostki, by czuć się spokojnym o siebie. Poczucie bezpieczeństwa, którego pragnie dla siebie każdy człowiek, oczywiście nie jest niczym złym. Ale i zdarza się, że chcemy stłamsić czyjegoś ducha i dostosować go do swoich norm i wymagań po to, żebyśmy w naszej bezpiecznej przestrzeni czuli się niczym nie zagrożeni i nieskrępowani. Dlaczego więc odrzucamy ludzi dziwnych? Boimy się ich? Czy też za bardzo boimy się o siebie?