O narzekaniu słów kilka i o duchowym skarbcu

Salvador Dali, Powóz duchów, 1933

Im gorsze koła, tym więcej skrzypią! Im bardziej górzystą zdaje się nasza droga życia, tym więcej wydobywamy z siebie słów niewątpliwie nacechowanych tonem, powiedzmy neologiźmicznie, narzekawczym.

Narzekanie wydaje się być niezależne od naszego stanu majątkowego. Bo jak dzieje się źle, to narzekać można, a i nikt nie szepnie słowa przeciw – tylko potaknie i po ramieniu poklepie.

Wartością nieodłączną dla naszej codzienności jest to, czym się karmimy (w sensie duchowym). A z tego powstaje dość pokaźny, tworzony przez lata w nas, duchowy skarbiec. Każdy z nas ma go w sobie. Występuje on także w przestrzeniach relacji międzyosobowych. Do tego skarbca możemy wkładać i z niego czerpać. I to od nas zależy, jakie rzeczy się w nim znajdują – czy są to bogactwa, czy rupiecie.

Tym, czym nasz skarbiec się napełnia, jest słowo – i to wypowiadane przez nas w naszej myśli, i to wypowiadane do innych, i to, którym się dzielimy (bo jedynie słowo wypowiedziane, choćby w myśli, ma dla nas znaczenie – bo naszą myśl możemy także traktować w pewnych ramach jako wypowiedź).

Od nas zależy to, czy w skarbcach, które codziennie napełniamy, będą rzeczywiście drogocenne i wartościowe rzeczy, czy też ulotne, nic-nie-znaczące efemerydy, albo gnijące rośliny, trujące milczącym w kącie jadem pseudo-niewinności.

Im więcej złych myśli i słów będzie w naszym duchowym skarbcu, tym bardziej będziemy narzekać. A narzekanie szkodzi nam wewnętrznie, jak i innym, których wpędzamy do zagrody naszych niespełnionych oczekiwań o rzeczywistości.

Na koniec myśl papieża Franciszka. Te słowa były dla mnie momentem wyjścia z narzekania na światło. Powiedział on w jednej z homilii w 2013 roku, że:

Narzekanie staje się dla nas poczuciem bezpieczeństwa: to jest moja prawda, porażka. Już nie ma nadziei. Łatwo jest kisić swoje życie w kwasie narzekań. Ale nie szukajmy schronienia w narzekaniach: szkodzą nam. Szkodzą naszemu sercu.