Nic-a-coś

Sponad głów naszych drobny, jaskrawy i wartki pył na ulice się przenosi niedaleką. Osiada na oknach, ledwo co przez matkę synów czterech wyczyszczonych; osiada na kolanach ciotki przez krewnych swoich nielubianej; pada na dół rozgrzebany świeżo przez dzieci w piaskownicy…

Właściwie to każde miejsce dostało swoją cząstkę tego niby zwykłego, ale może… może wyjątkowego pyłu?

W końcu kim był ten zamiatacz cichy? Dlaczego tak wielu chciał swoją pracą obdarować: świadomo-nieświadomie, widocznie i skrycie… Przeszkodził wielu, czy nadał nowy sens szarym, powszednim ulicy tłumom, pozornie sobie wzajem nieznanym?

I odpowiedzi mnogość taka, i pytań liczba wciąż większa. Bo pył…  tak, ten sponad naszych głów… opadł już.

Rocznik ’91. Przed wstąpieniem do zakonu jezuitów (dokąd Bóg mnie zaprosił – a ja w końcu domyśliłem się, o co Mu może chodzić…), ukończyłem technikum informatyczne w Jastrzębiu-Zdroju. Literatura, teatr, góry, kultura i piękno – to coś, co daje mi napęd. Informatyka to tylko (i aż) narzędzie.