„Nie mam czasu!” czyli jak zrobić, żeby ci się chciało wtedy, kiedy ci się nie chce

Hutomo Abrianto / Unsplash

Im częściej nie mamy czasu, tym bardziej potrafimy o tym mówić. Im więcej o tym mówimy, tym więcej pojawia się narzekania. Im więcej narzekamy, tym bardziej chcemy, bo nie możemy. A jak już chcemy i nie możemy, to się buntujemy i winimy innych za to, że nie mamy czasu.

Zaciskająca się pętla na szyi naszego dążenia do celu potrafi całkowicie zniszczyć ideał walki o samego siebie. Niestety gdy za bardzo skupiamy się na małych rzeczach i powiązanych z nimi zmartwieniach, zapominamy o dużych celach. Ale działa to też w drugą stronę. Im bardziej myślimy tylko o samym ogromnym celu do osiągnięcia, tym bardziej przerasta nas ogrom małych rzeczy do zrobienia.

Odmierzanie czasu

Czas jest bardzo wymierną zmienną. Co minutę mija sześćdziesiąt sekund, a co godzinę sześćdziesiąt minut. Osiem godzin w ciągu dnia zazwyczaj zajmuje praca, a faktycznego czasu dostępnego mamy około piętnastu. Stąd zostaje około siedem godzin dziennie na resztę działania życiowego. Czasu nie da się oszukać. Trzeba się mu poddać od samego początku.

Odnajdywanie się w całej czasowości zajmuje człowiekowi najwięcej przestrzeni życiowej. Rozłożenie swoich zadań na dostępny w ciągu kolejnego dnia czas to ostatecznie mus. U jednych dzieje się to automatycznie dzięki wyniesionym z domu przyzwyczajeniom, u innych to codzienna walka ze swoją tłumaczonym spontanicznością lenistwem.

Dzień za dniem musimy wykonywać kolejne swoje obowiązki. Do podtrzymywania podstawowych funkcji życiowych, odżywiania i higieny zazwyczaj nie trzeba nas przekonywać. Jednak wszystko poza tym może stawać się problemem do pokonania.

Równa walka

Chcąc – nie chcąc musimy walczyć o przetrwanie. Bardzo często z samym sobą. Dlatego trzeba nam mierzyć siły na zamiary. Inaczej bardzo szybko ugrzęźniemy w błocie narzekania.

Do odpowiedzi na to pytanie sam często się prowokuje, bo w koleiny myślenia takiego stwierdzenia raz na jakiś czas wpadam: czy rzeczywiście nie masz czasu, czy może po prostu ci się nie chce?

Równowaga pomiędzy pracą a odpoczynkiem oczywiście dla każdego we właściwy sposób musi być zachowana po to, by nie przegrzać nazbyt swoich mózgowych zwojów. Jednak trzeba też realnie oceniać i weryfikować ilość dostępnego sobie czasu i jego rozłożenie. Ilość dostępnego czasu jesteśmy w stanie bardzo wymiernie ocenić. Najlepszym więc i podstawowym miernikiem dla własnego rozwoju jest rozłożenie czasu pomiędzy pracę i odpoczynek.

Możesz dużo marzyć, a mało robić. Możesz narzekać na to, czego nie masz, a nie myśleć o tym, co masz. I podobnie możesz tylko skupiać się na tym, czego nie możesz zrobić, a zapominać o tym, co właśnie możesz.

Pokonywanie ograniczeń

Nie da się ustalić właściwego schematu dla każdego człowieka na wykorzystanie jego codziennego czasu. Każdy dzień jest inny i stawia przed sobą nowe wyzwania. Uważam jednak, że rozłożenie czasu na dany okres i zaangażowanie własnych sił w wykonanie konkretnego trudu wymaga ćwiczenia się w przyjmowaniu na siebie coraz większej ilości tego trudu – aż do osiągnięcia odpowiedniego dla siebie pułapu.

Pokonywanie własnych barier wymaga trudu. I można go za wszelką cenę unikać, bądź to zrzucając odpowiedzialność za swoją pracę na innych, bądź tłumacząc się swoją niemożnością podjęcia go, ale ostatecznie będzie to ciągłym pogrzebywaniem własnych talentów i możliwości.

Ćwiczenie się w pokonywaniu własnych ograniczeń jest paralelne do ćwiczeń fizycznych. Duch idzie w parze z ciałem. Przyzwyczajanie mózgu do wykonywania codziennego trudu ma taki sam schemat jak przyzwyczajanie mięśni do podnoszenia coraz większego ciężaru lub wykonywania coraz to większej ilości powtórzeń danego ćwiczenia.

A idź już i nie grzesz

Myślę, że dobrze jest nie oszukiwać samego siebie na co dzień. A nie podejmowanie konkretnego trudu w celu przezwyciężania własnego lenistwa i opieszałości i nie przyzwyczajanie swojego mózgu do wykonywania konkretnej pracy przełamującej własne bariery jest poczwórnym grzechem – bo jest to zaniedbanie względem duszy i względem ciała, kłamstwo i właśnie lenistwo.

Podsumowując całość – jeśli chcesz, żeby chciało ci się tak, jak ci się nie chce – potraktuj swój trud jako ćwiczenie. I właśnie wtedy, kiedy czujesz, że już nie dajesz rady, zaczyna się twoje najważniejsze ćwiczenie. Zrób wtedy co możesz, zepnij się i przyzwyczajaj swój mózg do swojego chcenia. Zacznij sam decydować o tym, czy czegoś chcesz, czy nie chcesz.