Niezaburzona infantylność zadziwienia

Wiedza nie pozwoliła mi dotychczas jeszcze ubrać w słowa wszystkich przeżywanych uczuć w danym konkretnym momencie. Same uczucia stanowią niesamowitą niepewność wobec doświadczenia chwili.

Weźmy sobie przed oczy jakiś taki zwyczajnie-niezwyczajny zachwyt. Taki uwzniaślający moment doświadczenia sytuacji niespodziewanie chwytającej za serce. W takich chwilach, pomimo tego że znamy choćby odrobinkę swoje reakcje na pewne rzeczy, nie jesteśmy w stanie ani przewidzieć, ani nazwać tego, co wewnątrz mnie się wtedy stanie. Widzę zawsze tylko jakaś cząstkę tego, jak coś na mnie oddziałuje. Reszta to taka skryta, odwewnętrzna tajemnica.

Co ma dziecięca ufność szczególnego w swoim patrzeniu na świat? Chyba to, że nie ma w niej nic poza zachwytem i zadziwieniem. Dziecko jest tak głęboko zanurzone w swoją pierwotną odkrywczość, że życie tegoż opiera się wyłącznie na rzeczach otrzymywanych od zachwycającego świata.

A potem z beztroskiego zachwytu, nagle przechodzimy w nie dającą się odeprzeć chęć szczegółowego nazywania uczuć towarzyszących wszystkiemu, czego doświadczamy. Ale to dobrze – to znak, że jesteśmy ludźmi, którzy chcą dobrze wykorzystywać swoje możliwości, nie-bezkrytycznie. To znak, że nasze człowieczeństwo potrzebuje komunikacyjnej refleksji – wiarygodnego środka rozwoju psychicznego.

To odkrywanie i doświadczanie świata może się stawać coraz bardziej ubogie, jeśli zatracimy dziecięce zadziwienie w sobie. Ono nie jest infantylnością i naiwnością – to tylko prawdziwie dobra cząstka naszego poznawania rzeczywistości.

Z drugiej strony życie wymaga od nas wręcz matematycznej pewności w codzienności. Ale to też jest dobre. Bo szkodą dla mnie i dla innych, jest źle wykonywać swoją pracę. Pokaźną szkodą jest zagubić się w świecie, w którym współistniejemy, tworząc razem jakąś małą jego część.

Czy więc dobrego zadziwienia można nie zagubić? Czy można umieć się zachwycać w poukładanym świecie? Chyba tak, skoro nigdy nie jesteśmy w stanie nazwać w całości tego, co dzieje się wewnątrz nas. Nutka niepewności wobec chwili zawsze w nas jest. Bo pociągając kota za ogon można być pewnym, że tenże użyje ze wściekłością swoich pazurów. Ale będąc w relacji z jakimś człowiekiem nigdy nie można być pewnym jego reakcji.

Życie przez to znowu może stać się codzienną przygodą. Bycie z innymi ludźmi w relacji pozwala na zadziwienie i niespodziewanie. I dobrze się czujemy z tymi, których uważamy za swoich przyjaciół. Wiemy o nich nieco, i oni wiedzą coś o nas. Ale chcemy z nimi być, bo zachwycamy się byciem z nimi. Czujemy, że przygodą jest bycie z przyjaciółmi, nie zaś marnowaniem czasu.

Tak – bycie człowiekiem jest niesamowitą przygodą. Uczucia to niezgłębiony żywioł.