(Nie)zwykła przemiana

Intensywna próba reanimacji mojego starego pióra, które niegdyś upadło mi z dosyć dużej wysokości, przyniosła dla mnie wyjątkową refleksję na temat wewnętrznej przemiany człowieka. Zwykłej z pozoru – niezwykłej w detalach.

Plama z czarnego tuszu, która powstała na czarnej kartce podczas rozpisywania pióra, nie pozwoliła mi wykorzystać tej strony, ani kilku pod nią, do przyszłego pisania na niej. Pytasz dlaczego? Nie lubię nieestetyczności, nawet przy pisaniu notatek osobistych (wolę sprostować własną refleksję, niż ją z nieposkromieniem bazgrać, przelewając litry atramentu na Bogu ducha winną białą kartkę papieru). Stąd postanowiłem tę kartkę rozpisującym się piórem zapełnić kolejnymi szlaczkami.

Ostateczny efekt jest dla mniej zadowalający – pióro piszące dość płynnie tuszem o barwie granatowej. Ale hola! Na początku był to tusz czarny! Wewnętrzny rozsądek w tym momencie mi mówi – zacny Szerloku, przecież wlałeś do zbiorniczka w piórze tusz koloru niebieskiego…

Piórem więc pisaćm dalej zaczął z nadzieją, że w niedługim czasie pióro zostanie uwolnione od czarnego koloru tuszu, a wyłoni się z niego czysty błękit, tudzież niebieszczyzna pospolita. Piękno właściwego koloru wyłania się dopiero po czasie z zanieczyszczonej dotychczas czernią stalówki.

Ciekawie wygląda ten proces na kartach białych zapisany. Z czarnej barwy po jakimś czasie pisania, nawet nie wiesz kiedy, płynnie kolor pisma staje się płowy, potem niebieski, by ostatecznie stać się błękitem – i takim pozostać, dopóki do stalówki nadal będzie się dostawać błękitny atrament.

A co jeśli znowu dostanie się czarny? Efektu spodziewać się można – choć znów nie będzie on natychmiastowy.

I co w tym takiego (nie)zwykłego? Przemiana człowieka nie dokonuje się natychmiast ale jest właśnie jak to rozpisywanie pióra. Nie wystarczy dolać innego koloru tuszu, nie wystarczy zmienić środowiska, zrezygnować raz z niewygodnych nawyków, wejść do innej wspólnoty. Nie zobaczysz od razu zmiany której oczekujesz od siebie. To wymaga czasu i pracy – właśnie tego rozpisywania pióra.

Nie uzyskasz od razu idealnego koloru. Ale mogą ci w tym pomóc inni – przemywając wodą twoją stalówkę, czasem tobą potrząsając i mówiąc niewygodne dla twoich przyzwyczajeń rzeczy, czasem rozginając stalówkę tak, że mogą ożywić się niegdyś powstałe rany po to, by się nareszcie zabliźniły – bez zakażenia dla innych i siebie.

Ryzyko? Żadne. Może tylko być lepiej. W końcu można osiągnąć ten niebieski kolor. Tylko trzeba się rozpisywać. Nie przestawać pisać – uporczywie się rozpisywać. Gdy zabraknie atramentu – dolewać, ale tylko niebieskiego. Bo jeśli tylko dolejesz czarnego, wrócisz do starych nawyków – i na nic wtedy całe to staranie.

Po jakimś czasie i wewnątrz, i na zewnątrz będzie widocznym to, co niegdyś było tylko w myśli, pośród szczerych pragnień, w szufladce jutro.