Papieska dyplomacja miłosierdzia kontra chińskie miłosierdzie władcy

​Papieżowi oraz jego dyplomatom bardzo zależy na dobru chińskich wierzących w Chrystusa. Dlaczego więc negocjacje z rządem chińskim są dla Watykanu tak trudne, a dyplomacja papieska ma duże trudności w porozumieniu się z Chinami?

Redukowanie złożoności Kościoła chińskiego do tylko dwóch, patriotycznego i podziemnego, bardzo jest na rękę władzom komunistycznym. Staje się to dla nich narzędziem manipulacji politycznej i społecznej.

Do tego patrzenie z punktu widzenia różnych denominacji chrześcijańskich nie pomaga nam w zrozumieniu sytuacji, w jakiej obecnie się ten Kościół znajduje.

To wszystko w znaczącym stopniu wpływa na trudność w negocjacjach

Chińska kultura i mentalność bardzo różnią się od naszego, europejskiego stylu życia. Socjologowie twierdzą, że aby zrozumieć kulturę chińską, należy wejść głęboko w jej historię oraz zrozumieć źródła pisane, którymi ta kultura się posługuje.

Warto wymienić tutaj jedno z najważniejszych dzieł chińskich, które przetrwało do dzisiaj, a którego autorstwo przypisywane jest starożytnemu myślicielowi Dalekiego Wschodu Sun Tzu. Nazywa się „Sztuka wojenna”. Reguły opisywane w tej księdze stosują się jednak nie tylko do wojny, ale mają zastosowanie w codzienności: w rozmowach, karierze i planowaniu życia.

Negocjacje Watykanu z Chinami są trudne ze względu na pozornie proste gesty czy zachowania, które dla człowieka Zachodu mogą być zwykłą uprzejmością, ale dla Chińczyka konkretnym krokiem. W Chinach uśmiech nie zawsze oznacza radość, a w Europie za słowami nie zawsze stoją czyny.

Dla człowieka Wschodu każde spotkanie i rozmowa mogą być polem bitwy

Mamy bardzo mało wiedzy na temat toczonych rozmów pomiędzy Rzymem a Pekinem. Oprócz puszczanych czasami „kaczek dziennikarskich” negocjacje są ściśle tajne.

Watykan szuka dla Chin odpowiedniego rozwiązania już od długiego czasu. Szczególnie ważna jest kwestia zapewnienia duchowej opieki wszystkim wierzącym członkom Kościołów chińskich, pragnącym jedności z papieżem w wyznawanej wierze.

„Ufamy, że chińscy wierzący, dzięki swojej duchowej wierności, będą wiedzieć, jak rozpoznać, że nasze działania są powodowane zaufaniem Bogu, a nie światowej logice” – powiedział w jednym z wywiadów o negocjacjach kardynał Pietro Parolin, watykański sekretarz stanu.

Wiara w to, że to Bóg sam prowadzi chiński Kościół, powinna być ponad wszelkimi podziałami. Bóg nie ma żadnych limitów, jakie znają ludzie – dla Boga nie ma w końcu nic niemożliwego.

Papieska taktyka

Jezuita Antonio Spadaro, redaktor naczelny pisma „La Civiltà Cattolica”, wyróżnił pięć kluczy, którymi kieruje się papież Franciszek w dialogu z innymi państwami. Podzielił je na klucze wynikające z geopolityki i z dyplomacji:

  1. Geopolityka, która rozwiązuje fundamentalizmy i obawę chaosu.
  2. Geopolityka, która nie widzi katolicyzmu jako politycznego gwaranta posiadanej mocy.
  3. Dyplomacja szpitala polowego.
  4. Dyplomacja poszukująca (niekompletna) i otwarta.
  5. Dyplomacja solidarności.

Kluczem, który szczególnie dotyczy Chin, jest czwarty – dyplomacja otwarta i niekompletna, szukająca właściwej drogi. Dla Watykanu jednak te negocjacje są, jak zauważył inny jezuita Thomas Reese, prowadzone jakby z pistoletem przyłożonym do głowy.
Najgorszą rzeczą w tych negocjacjach jest to, że rząd chiński może robić z Kościołem katolickim w Chinach co chce. Do tego nikt z Watykanu nie jest w stanie z tym nic zrobić. Obecna więc taktyka dla dyplomatów takich jak kard. Pietro Parolin to zrobić jak najlepszą robotę w najgorszej sytuacji, w której aktualnie znajduje się Kościół w tym miejscu.

Dominique Wolton podkreśla, że Franciszek to wielki papież dyplomacji. Jak mówi w jednym z wywiadów: „Istnieje ogromna, zakulisowa dyplomacja watykańska dotycząca Chin, świata arabskiego, chrześcijan wschodnich, Kuby, Ameryki Łacińskiej. Franciszek jest bardzo zaangażowany w dyplomację. Ale czym innym jest zakulisowa dyplomacja, a czym innym publiczne komunikowanie się”.

Wszystko musi wypływać z wiary w prowadzony przez Ducha Świętego Kościół

W 2007 roku papież Benedykt XVI pisał do chińskich katolików: „rozwiązanie bieżących problemów nie powinno być dokonywane poprzez narastający konflikt z prawowitymi władzami cywilnymi”. W liście tym obecny papież emeryt zaznaczał także, że właściwą misją Kościoła katolickiego nie jest zmienianie struktur lub sposobu administracji państwa, w którym wspólnota kościelna się znajduje, ale głoszenie ludziom Chrystusa, Zbawiciela świata, pokładając ufność w moc Boga.

Byłoby wspaniałą rzeczą, gdyby Kościół katolicki w Chinach był głosem demokracji i praw człowieka. Niemożliwą jest jednak rzeczą, by profetyczne wołanie nielicznych, takich jak kardynał Hong Kongu Joseph Zen Ze-kiun, było głosem całego Kościoła instytucjonalnego.

Nikt nie neguje znoszonych przez Chińczyków trudów dla Chrystusa w Kościele podziemnym. Negocjacje z rządem chińskim muszą jednak prowadzić dyplomaci, a nie męczennicy. Dialog ten wymaga odłączenia emocji wynikających z krzywd.

Jeden z chińskich biskupów podziemnego Kościoła Jin Lugang powiedział, że „cierpienia przeszłości nie są wymazane, są częścią naszego życia w Chrystusie. Nie myślę jednak o tych trudnościach w tym momencie”.

Miłosierdzie dla Chińczyków jest ideą bardzo szlachetną, a dla Watykanu zawsze pełną nadziei

Papież Franciszek w 2016 roku powiedział, że: „nasz polityczny i dyplomatyczny język będzie dobry, gdy będzie prawdziwie inspirowany miłosierdziem, które nigdy nie traci nadziei”. Uważa on, że w polityce nic nie może być traktowane jako stracone w relacjach między narodami, ludźmi i stanami.

Dla papieża miłosierdzie jest zawsze solidarne i nie toleruje spokojnego podejścia Kościoła do sytuacji, w których ignoruje się niesprawiedliwość. Tam według niego trzeba szybko reagować i bronić ubogich. Dlatego jego działania dotyczące Chin są tak zdecydowane i nakierowane na szukanie pokoju i jedności.

Nie jest tajemnicą, że stosunki między Watykanem a Chinami są trudne. By wyeliminować męczeństwo i zaprowadzić pokój, trzeba podjąć eksperymentalne kroki.

Krytycy powinni wycofać swoje opinie i pozwolić dyplomatom wykonywać swoją pracę. Jeśli oni zawiodą, Kościół chiński wciąż będzie Kościołem męczenników. Ale jeśli im się powiedzie, sytuacja ta z czasem zacznie się polepszać.

Męczeństwo tak wielu już Chińczyków dla Chrystusa trzeba uznać, ale też wykorzystywać jego owoce do budowania przyszłości.

Tekst został pierwotnie opublikowany na portalu DEON.pl.

Rocznik ’91. Przed wstąpieniem do zakonu jezuitów (dokąd Bóg mnie zaprosił – a ja w końcu domyśliłem się, o co Mu może chodzić…), ukończyłem technikum informatyczne w Jastrzębiu-Zdroju. Literatura, teatr, góry, kultura i piękno – to coś, co daje mi napęd. Informatyka to tylko (i aż) narzędzie.