Przyjmijmy pokój Chrystusa w prawdzie

Rozpoczynam ten artykuł fragmentem z Pisma, który blokuje mnie zawsze przed ocenianiem wielu trudności w Kościele z którymi się spotykam – i to nie na sposób intelektualny, ale duchowy. Każda ocena pociąga za sobą konkretny osąd sytuacji, często mimowolny i automatyczny. W Kościele mamy jednak o wiele bardziej złożoną sytuację, bo mówiąc Kościół, mamy na myśli ludzi, którzy go tworzą. Kościół to zarówno ja, jak i Ty, jak i on, i ona.

(25) Jezus, znając ich myśli, rzekł do nich: Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, nie ostoi się. (26) Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam ze sobą jest skłócony, jakże się więc ostoi jego królestwo? (27) I jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. /Mt 12, 25-27/

Dom wewnętrznie skłócony się nie ostoi, mówi do faryzeuszy Pan Jezus. Podział między ludźmi, który jest owocem kłótni, staje się miarą i sądem tych, którzy byli jej uczestnikami. Synowie tego podziału będą sędziami, bo to oni ponoszą konsekwencję tej kłótni. Z drugiej strony jest tak dużo motywacji, którymi kieruje się człowiek w wyrażaniu swojej opinii oraz w przekonywaniu do niej innych, że nie trudno jest popełnić błąd na różnych etapach szukania prawdy. I nie trudno jest zbyt szybko ocenić różne strony konfliktu.

Stare łacińskie przysłowie mówi: si vis pacem, para bellum, czyli jeśli szukasz pokoju, przygotuj się na wojnę. Trzeba być świadomym tego, że jeśli szukamy pokoju, musimy przygotować konkretny stek argumentów za tym pokojem. Szukanie pokoju łączy się ze swego rodzaju walką. Nie może być to jednak walka za wszelką cenę, jeśli idzie za tym tylko i wyłącznie obrona własnego interesu, zamiast szukania prawdy i pokoju.

Różne są sposoby na to, by dbać o wspólnotę w Kościele. W łatwy sposób przychodzi nam jednak automatyczna ocena różnych zachowań ludzkich i zjawisk. A bo tego nie wolno, a bo to jest nie do przyjęcia, a to to już w ogóle jest złe. W ten sposób jednak nie szukamy dialogu, a od razu stawiamy mur przed drugim człowiekiem w Kościele.

Dążenie do wspólnego dobra nigdy nie jest łatwe, bo zawsze przed nami stoi pytanie: co jest tym wspólnym dobrem? Inspiracją do pisania tego tekstu była dla mnie obecna dyskusja nad akcją społeczną Znak pokoju oraz przeczytanie różnych opinii na jej temat, zarówno ze strony katolickich publicystów, jak i episkopatu, a także ze strony inicjatorów tej akcji i wykazujących jej trudności.

Miłość wzajemna w Kościele i jej przekazywanie we wspólnocie, ma być przede wszystkim znakiem pokoju Chrystusa, który On nam zostawił. Jeśli w tym pokoju nie potrafimy trwać, to znaczy, że źle zrozumieliśmy przesłanie Ewangelii. To znaczy, że nie rozumiemy tego, czym jest Dobra Nowina o zbawieniu. Albo jeszcze inaczej – widzimy bardziej zło, niż dobro.

DOBRO wydarza się w życiu człowieka na co dzień, ale ta prawda ucieka nam przez to, że jesteśmy słabi i zaniedbujemy siebie w dążeniu do DOBRA. Bywa, że coś nam się wydaje, że w spotkaniu z innymi i w ich postępowaniu, widzimy tylko słabości i zmaganie. A może jest inaczej? Może to my się z czymś zmagamy i nie potrafimy dać odpowiedzi na pytania, na które odpowiadamy zbyt pochopnie?

Papież Franciszek często powtarza, żeby nie bać się odpowiedzieć nie wiem na pytanie, na które nie zna się odpowiedzi. Sam tak na przykład zrobił, gdy podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie opowiadał o swojej wizycie w szpitalu, gdzie sam zadał sobie pytanie o to, dlaczego dzieci cierpią. Pomyślał tylko tyle – nie wiem. Jest to tajemnicą dlaczego. Papież także mówi, że musimy być bezpośredni wobec prawdy.

Jaką prawdą mamy dzielić się w Kościele? Prawdą, czyli Nim – Jezusem Chrystusem. Nim – Słowem i Miłością. I zawsze musimy się pytać siebie: jakim jestem wyznawcą Chrystusa? Czy jestem blisko Prawdy, czy bardziej szukam tego, co jest mi wygodne? Czy opieram się na Jego Słowie i najwyższym prawie miłości, czy przyjmuję tylko to, co jest dla mnie praktyczne w podkreślaniu tego, kim jestem?

Łatwo jest oceniać i łatwo jest skreślać. Tylko więc stanięcie w prawdzie przed Chrystusem pozwala na osobistą konfrontację z Prawdą. Ja piszę to jako wyznawca Chrystusa, któremu zależy na dobru drugiego człowieka i na wzajemnym pokoju, który pochodzi od Niego. Ale jeśli ten pokój ma być kosztem prawdy, i tak jakby obok Pana Boga, po ludzku – to mi się to zwyczajnie nie podoba. Bo nie jest dla mnie prawdziwe i nie prowadzi do Niego. Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek.

Miłość bezinteresowna to miłość Boga do człowieka. I taka powinna być też miłość między ludźmi – taka, jaką Bóg obdarza nas wszystkich, bez wyjątku. To jest miłość chrześcijańska – miłość, która jest odpowiedzialna i której zależy na przyjęciu pokoju Chrystusa pośród nas. To miłość, która idzie w parze z Bożym prawem, które Chrystus w sobie wypełnił. To Bóg tchnął na Kościół w Duchu Świętym – i to On jest pośród nas.

Skupmy się więc na Bogu i zostawmy Jemu wgląd w nasze serca. My wypełniajmy przykazanie miłości. Bóg jest dobry – dla nas wszystkich! Gdyby ktoś szukał pogłębienia tematu, zapraszam na blog o. Grzegorza Kramera. Trafia on tam jeszcze bardziej w sedno całej akcji Znak pokoju we wpisie Jestem z Kościoła otwartego.

ZapiszZapisz

Jezuita, dziennikarz i redaktor portalu deon.pl. Wykształcony w stopniu średnim jako technik informatyk, w wyższym jako filozof i publicysta. Mieszka w dawnej podkrakowskiej wsi Przegorzały więcej »