Zwierzątkowość kontrolowana

Wśród potrzebnych i mniej potrzebnych dla nas uwarunkowań otoczenia, zdarzają się takie sytuacje, których wpływ na nas jest zdecydowanie zgubny.  Posiadanie odpowiednio wykształconego zmysłu reagowania na to, co widzę, zdaje się być umiejętnością kluczową.

Nie chcąc być źle zrozumianym, oddalić muszę najpierw zarzuty o to, że demonizuję dobry świat. Tego nie mam nawet w zamierzeniu – jestem sam szczerze wyznawcą poglądu, że świat jest dobry. Nie ma jednak powodu by ukrywać, że z kim przestajesz, takim się stajesz. I choćbyś odżegnywał się od tego, że stajesz się podobnym do ludzi, z którymi przebywasz, nie oszukasz uwarunkowań ludzkiego umysłu. Można to nazywać psychologią, socjologią, antropologią – jakkolwiek by tego nie nazwać, jesteśmy tylko animal rationale (zwierzęciem rozumnym). Z drugiej strony jesteśmy animal rationale – osobną osobą.

Stawanie się kimś innym, niż by się chciało być, jest procesem długotrwałym i w większości świadomie niedostrzegalnym. W języku polskim forma słowa być podąża w kierunku stać się, by w ostateczności dojść do zostać. Przenosząc kontekst na rzeczone uwarunkowania otoczenia – najpierw jesteśmy obecni wśród danego otoczenia, następnie (w pewien sposób) stajemy się tym otoczeniem (konfrontując swoje wnętrze z tymże i wchodząc z nim w dialog), a ostatecznie zostajemy pod ciepłą i niedostrzegalną dla siebie kołderką tego otoczenia.

To, co się stało, może stać się nami lub częścią nas. Ta druga opcja jest zdecydowanie lepsza. Bo to, co się stało, jest naszym doświadczeniem. Gdy jednak to, co się stało, staje się częścią nas – nieodwracalnie pochłaniamy to otoczeniowe coś.

Gdyby jednak zamykać się tylko w byciu zwierzęciem, byciu tylko animal, moglibyśmy przyjąć, że jesteśmy poddani tylko zwierzęcej psychologii człowieczej, instynktom możliwym łatwo do opisania. Wymykamy się jednak spod schematów swoim rozumem, swoją rozumną duszą, która jest właśnie rationalis.

Uświadomienie sobie tego, jak wpływa na mnie otoczenie oraz konfrontacja z samym sobą w kontekście powyższych twierdzeń, byłaby właściwa w tym momencie. Jesteś tym, co jesz. Twój organizm trawi to, co jesz. Być może nie stajesz się tym, co zjadasz, ale Twój organizm przyswaja składniki odżywcze z jedzenia.

Nasz umysł jest niesamowitą jednostką przetwórczą, zdolną do dopasowań nieregularnych. Dzięki temu aparat krytyczny wobec różnorodności tego, co widzę, jest możliwy do wykształcenia. Tak właściwie to tylko nieświadomy głupiec, będąc już dorosłym człowiekiem, chwyta się i pochłania wszystko, co widzi.

Pozostawszy zwierzątkiem, można łatwo poddawać się wpychaniu w czyjeś otoczeniowe kategorie warunkujące. No, rzeczywiście, jest to rzecz nie wymagająca dużego nakładu sił. Taka bezmyślność życiowa pozornie nie boli. I tylko pozornie jest łatwiejsza. Ale chyba wypada korzystać z naszej wrodzonej jednostki przetwórczej i używać jej do celu, do jakiej została stworzona. I wypada się nie gubić w tak rozumianym otoczeniu.

To jest trochę jak z systematycznością w codziennych zajęciach – podajmy jako przykład utrzymywanie porządku w domu. Póki regularnie porządkujesz kuchnię, możesz każdego dnia wejść tam bez obawy bycia zaatakowanym przez bakterię wielkości orzecha włoskiego. Tak samo jest z naszym wnętrzem – kiedy włączasz myślenie warunkujące i reflektujące, porządkujesz wszystko w sobie i nie pozwalasz rozwinąć się głupotom. I nie poddasz się automatyzmom zwierzątkowym. Pojawia się wtedy nawet, że tak to nazwę, spontaniczność autokrytyczna. Zdolność naprawdę przydatna.

Wydaje się, że nie jest to wymagające. Skoro wszyscy mamy rozum – chyba warto go używać. I wtedy z jakimkolwiek otoczeniem byśmy się nie spotkali, będziemy pewni naszych wartości.